Wali w Mejzę, ratuje Kaczyńskiego?

0

Gdyby za plakaty Ł.Mejzy ukarano komitet wyborczy PiS – partia mogłaby zbankrutować… Czy p. Kubicki rzuca PiS-owi koło ratunkowe?

Od kilku dni już nawet nie tylko Zielona Góra ale cała Polska żyje informacją o wydaniu przez Urząd Miasta Zielona Góra kary pieniężnej ponad 78 tys. zł za umieszczenie bez odpowiedniego zezwolenia plakatów wyborczych jednego z kandydatów do Sejmu RP – Łukasza Mejzy – w czasie kampanii wyborczej w październiku 2023 r. Fakt, że to absolutnie niedopuszczalne i bezprawne postępowanie spotkało się z odpowiednią reakcją oczywiście cieszy, dla takich ocierających się wręcz o anarchię działań nie może być nigdy zgody. Choć nie oszukujmy się, decyzja była też potrzebna Januszowi Kubickiemu ze względów wizerunkowych, dała bowiem pretekst do próby publicznego odcięcia się od wieloletniej współpracy i bliskich relacji z tym kandydatem, z którym znajomość obecnie, ze względów dla wielu oczywistych, nie jest absolutnie żadną wartością dodaną. Choć nie dla wszystkich: znam bowiem osoby, które czerpiąc wiedzę właściwie tylko z prorządowych kanałów informacyjnych zadawały mi jeszcze kilka dni po wyborach pytanie: a kto to właściwie jest ten Mejza? No, ale poziom informacji społeczeństwa w ostatnich latach przez media z nazwy publiczne to jest osobny temat.

Wracając do wydanej przez Urząd Miasta decyzji, w mojej ocenie pozostają w związku z jej wydaniem jednak pewne istotne wątpliwości. 

Na przykład, Darek Legutowski – radny Miasta Zielona Góra z klubu radnych, do którego i ja należę, słusznie zauważa, że decyzja opiewa na kwotę mniejszą niż powinna! 

Decyzja dotyczy plakatów o wymiarze mniejszym niż 1m2 i dla takiej powierzchni wyliczono karę, gdy tymczasem zgodnie z ustawą o drogach publicznych należało w takim przypadku przyjąć 1m2. Oznacza to ustalenie kary mniejszej o około… 30%! 

Z kolei Janusz Rewers, również kolega z Klubu Radnych Platforma Obywatelska podkreśla, że jakoś za podobne „skoki na pasy drogowe” w kampanii w 2019 r. Łukasz Mejza ukarany nie został, choć miasto Gorzów Wlkp. za podobne działanie karę naliczyło, co potwierdzałoby tezę, że obecne działanie Janusza Kubickiego to nic innego jak próba odcięcia przysłowiowej kuli u nogi, która akurat uwierać zaczęła po 15 października 2023 r.
W całej tej sprawie jednak znacznie poważniejsza może okazać się jeszcze inna kwestia, a mianowicie, czy aby na pewno w sposób właściwy został w tej decyzji określony adresat i czy czasem Janusz Kubicki wydając decyzję w sprawie kar dla Łukasza Mejzy w istocie nie rzuca koła ratunkowego zupełnie innym osobom. Należy bowiem na wstępie podkreślić, że decyzja, o której mówimy, to nie jest kara za popełnienie czynu zabronionego (wykroczenia lub przestępstwa) nielegalnego zajmowania (zaśmiecania) przestrzeni publicznej, choć swoją drogą i w kwestii odpowiedzialności karnej sprawca powinien ponieść odpowiedzialność.  Może się okazać, że to nie tylko kandydat będzie nią objęty, ale również osoby które w procederze rozwieszenia ponad tysiąca plakatów w jedną noc uczestniczyły – wszak nie mógł tego zrobić jeden człowiek. Decyzja ma swoją podstawę nie w przepisach karnych ale w ustawie o drogach publicznych. Zgodnie z nią, każdy, kto chce dla swoich potrzeb umieścić cokolwiek w drodze (urządzenie, materiał reklamowy, dokonać prac budowlanych w drodze) musi w tym celu uzyskać pozwolenie oraz uiścić odpowiednią opłatę. Jeżeli jednak zajmie się fragment drogi bez takiego zezwolenia urząd nałoży karę pieniężną w wysokości 10-krotności opłaty.

I tu dochodzimy do kwestii podstawowej, a mianowicie KTO umieszcza banery wyborcze na drogach publicznych, a w konsekwencji KTO winien uzyskać zezwolenie na ich umieszczenie i KTO powinien uiścić z tego tytułu odpowiednią opłatę? Na to pytanie odpowiada Kodeks wyborczy, zgodnie z którym wszystkie czynności związane z kampanią wyborczą, w tym oczywiście umieszczenie na drogach plakatów, wykonuje nie partia polityczna, nie kandydat, nie wolontariusze, ale KOMITET WYBORCZY. To ten podmiot, zgodnie z Kodeksem wyborczym, finansuje agitację wyborczą, a wszelkie czynności agitacji wyborczej i wydatki muszą być dokonywane przez komitet wyborczy, reprezentowany w tym zakresie przez pełnomocnika finansowego, który ponosi odpowiedzialność za gospodarkę finansową komitetu wyborczego. Oznacza to, że każdy kandydat, który chciałby na drodze publicznej wyeksponować swój plakat lub baner musi najpierw uzyskać decyzję, która zezwoli na umieszczenie materiału wyborczego za odpowiednią opłatą, która jednak będzie jako adresata wskazywała nie kandydata ale komitet wyborczy, bo to jest jedyny podmiot upoważniony do finansowania kampanii, a więc też do opłacenia kosztów zajęcia pasa drogowego. 

Opisane wyżej zasady prowadzenia i finansowania kampanii nie są żadną tajemnicą dla wszystkich, którzy kiedykolwiek brali czynny udział w jakichkolwiek wyborach, nie tylko jako kandydaci ale nawet jako osoby angażujące się w kampanię wyborczą. W każdym razie w Platformie Obywatelskiej od zawsze na początku każdych wyborów kandydaci otrzymują instrukcję, którą muszą zaakceptować do realizacji, a która jednoznacznie nakazuje dokonywanie wszelkich wydatków na agitację wyborczą poprzez komitet wyborczy i jego pełnomocnika finansowego (wszystkie umowy i decyzje dotyczą komitetu, a nie kandydatów). Jednocześnie każdy komitet wyborczy w każdym okręgu wyborczym ma ustalony limit wydatków, którego pod żadnym pozorem nie wolno przekroczyć. W wyborach do Sejmu w 2023 r. limit ten w naszym województwie dla każdego komitetu wynosił około 210 tys. zł (dla wszystkich 24 kandydatów!)

Odpowiedź na to, dlaczego sprawy finansowania kampanii są tak restrykcyjnie, przynoszą regulacje Kodeksu wyborczego, zgodnie z którym pełnomocnik finansowy ponosi odpowiedzialność (również majątkową) za gospodarkę finansową komitetu. Co więcej, wszelkie środki pozyskane z naruszeniem ww. zasad podlegają przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa. W mojej praktyce spotkałem się między innymi z przypadkiem, gdzie tylko niewłaściwy rachunek, na który były wpłacane środki na kampanię, doprowadziłby do nakazu zwrotu wszystkich wpłaconych tak kwot do Skarbu Państwa. I nikogo nie obchodziło, że już wydano je na plakaty, ulotki czy wiece przedwyborcze. Po prostu trzeba je zapłacić jeszcze raz. A to nie wszystko. Nieprawidłowości w wydatkowaniu środków w czasie kampanii mogą doprowadzić do odrzucenia składanego co roku przez wszystkie partie polityczne sprawozdania finansowego z sankcją utraty przez daną partię prawa do wypłacanej z budżetu państwa subwencji przez kolejne 3 lata. Żebyśmy mieli świadomość o jakich kwotach mówimy: na przyszły rok subwencja dla PiS wyniesie prawie 26 mln zł, dla PO – około 24 mln, Trzecia Droga – 15 mln, Lewica – prawie 9 mln, Konfederacja – ponad 8 mln.

Jak więc widać sprawa nie idzie o jakieś bagatela 78 tys. zł kary za bezprawne zajęcie pasa drogowego… 

Gdyby decyzja była wydana tak, jak stanowi o tym Kodeks wyborczy na Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość, gdyż tylko ten komitet może finansować koszty agitacji wyborczej, w tym płacić za zajęcie pasa drogowego, to w konsekwencji:

  1. zobowiązanym do zapłaty tej kwoty winien być nie kandydat Łukasz Mejza lecz Komitet Wyborczy PiS solidarnie z pełnomocnikiem finansowym tego komitetu Panem Tomaszem Bartczakiem;
  2. należałoby orzec przepadek na rzecz Skarbu Państwa (obowiązek zapłaty) wszystkich kwot związanych z kosztami eksponowania plakatów kandydata, jako wydatkowanych sprzecznie z przepisami;
  3. wobec podstaw do odrzucenia sprawozdania finansowego należałoby pozbawić partię, której komitetu wyborczego kandydatem był Łukasz Mejza, subwencji w łącznej kwocie 78 milionów złotych. Każdy z nas potrafi sobie wyobrazić, co utrata takiej subwencji oznacza dla funkcjonowania partii politycznej.

Gdyby decyzja była wydana tak, jak stanowi o tym Kodeks wyborczy na Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość, wobec podstaw do odrzucenia sprawozdania finansowego należałoby pozbawić partię, której komitetu wyborczego kandydatem był Łukasz Mejza, subwencji w łącznej kwocie 78 milionów złotych.

Należy przy tym podkreślić, że przekroczenie limitów finansowych będzie w tym wypadku oczywiste. Jak już wyżej wyjaśniłem dla poszczególnych partii w wyborach listopadowych 2023 r. limit wydatków na agitację wynosił około 210 tys. dla wszystkich 24 kandydatów i uwierzcie mi Państwo – zakładam się, że został wykorzystany do ostatniej złotówki. Co więcej, każdy kandydat ma przyznawany wewnętrznie swój limit, w ramach podziału pomiędzy kandydatów ww. kwoty.  Pokieruję się tu tym, jak środki są dzielone w Platformie Obywatelskiej, ale nie podejrzewam, że inaczej jest w PiS: z reguły liderzy list otrzymują większe limity. Nie zakładam więc, aby limit wydatków Łukasza Mejzy na kampanię był większy niż 10 tys. zł. Choć przyznaję uczciwie, że nie mam na ten temat żadnych potwierdzonych danych, co oznacza że to co piszę a propos limitów w PiS to tylko przypuszczenia. W takim razie, sama opłata za plakatowanie Zielonej Góry przez Łukasza Mejzę to… ośmiokrotność jego limitu!  O samym koszcie plakatów, innych ulotek  i banerów poza Zieloną Górą nie wspominam. 

Co więcej, skoro limit wszystkich kandydatów PiS został w pełni wykorzystany, a z oczywistych względów nie rozliczono tam opłaty ustalonej dopiero w listopadzie 2023 r. przez Urząd Miasta Zielona Góra na 78 tys. , to nie ma wątpliwości, że Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość w wyborach do Sejmu w 2023 r. naruszył rażąco zasady finansowania kampanii wyborczej, a więc przepisy Kodeksu wyborczego!

Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość w wyborach do Sejmu w 2023 r. naruszył rażąco zasady finansowania kampanii wyborczej, a więc przepisy Kodeksu wyborczego!

Dlatego uważam, że wydana przez Urząd Miasta Zielona Góra decyzja, która obciąża karą za nielegalne plakaty Łukasza Mejzę, a nie KW PiS, jest w istocie przysługą, a nie wymierzaniem sprawiedliwości. Potwierdza to fakt, że jak informuje o tym sam Janusz Kubicki zawiadomienie o wszczęciu postępowania w przedmiocie nałożenia karnej opłaty jednak zostało również wysłane przez Urząd Miasta Zielona Góra do Prawa i Sprawiedliwości. Bezkrytyczne przyjęcie za dobrą monetę odpowiedzi pełnomocnika finansowego KW PiS, że „nie przyznają się do tej akcji” w kontekście przedstawionych wyżej regulacji jest albo dużą naiwnością, albo wyjątkowo wartościową przysługą. Na szczęście jest prosta droga do rehabilitacji: wydanie tej samej decyzji tylko z prawidłowym adresatem. 

wydana przez Urząd Miasta Zielona Góra decyzja, która obciąża karą za nielegalne plakaty Łukasza Mejzę, a nie KW PiS, jest w istocie przysługą, a nie wymierzaniem sprawiedliwości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj